Dynamiczna sytuacja na krótkiej

Ciekawie przebiegają zawody na trasie krótkiej podczas Zimowego Rajdu 360 Stopni na Mazurach. Oj tak. Zawodnicy ruszyli w południe, poc zym krótki dojazd do Łękuka, tam nawigacja z pamięci (odręczna mapa, ta sama co dla trasy długiej, dzieło niepowtarzalne w rzaden sposób), następnie przelot do Starych Juch. Tam mieli zadanie specjalne nr 2 - zjazd z wieży widokowej. Później dojazd rowerami do przepaku w Orzyszu. Gościmy u pana Mickiewicza Adama, a co do zasady w gimnazjum Jego imienia. Dodam, gimnazjum niezwykle gościnnego. Poniżej kolejność przyjazdu i wyjścia na narty:

Jak widzicie, ciekawie się dzieje. A nie pisałem? Ponieważ gołe numery niewiele pewnie Wam mówią, to zapodaję linkę do listy startowej:

LINKA DO LISTY STARTOWEJ

Teraz na pewno się co nieco Wam w głowach rozjaśniło.

Zdradzę teraz coś, co z wyników nie wynika, ale na to wskazuje.  Piętnastominutowe spóźnienie broniących tytułu Marka Woźniczki i Staszka Odróbki (nr 33) z teamu Nonstop Adventure. Chłopaki pojechali innym wariantem, w którym się zagrzebali i pchali rowery sześć kilometrów... - Myślałem, że będziemy mieli godzinę straty - przyznał Staszek. 

W lesie zespoły z czołówki spędziły na orientacji narto-trekowej trzy godziny. Najszybciej wrócił Team 360 Stopni, czyli Marcin Krasuski i Sabina Giełzak. Marcin przyznał, że przebiegli całą trasę. Rekord trasy jednak należy do Nonstopów, którzy nart używali jedynie jako balastu - 2:54 godz. Oni na przepak "B" wróćili razem z Navigatorami (Paweł Moszkowicz, Sławek Łabuziński) trzy minuty po "360". Stąd wyruszyli na rowerach w dalszą podróż. Najpierw zadanie specjalne (most linowy) w samym Orzyszu, a potem jazda do Kruklanek na kolejną, już poważniejszą przeprawę linową... Będzie się działo, będzie zabawa!